Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Domy, drogi, staw, ziemianka, studnia, altana itd. itp...

Moderator: Hipka

Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez marekm » 13 Kwi 2013, 00:16

Zakładam ten temat specjalnie dla ludzi ,którzy startują z ideami Anastazji trochę z innej pozycji niż klasyka książkowa. Czyli np.mamy już ziemię , ale nie ma szans na wykonanie takiego książkowego planu posiadłości choćby z tak prozaicznej przyczyny że nawet mistrz geometrii nie jest w stanie określić jaką figurę geometryczną przypomina kształt naszej działki. I co mamy wszystko rzucić i, sprzedać i szukać jakiegoś idealnego kwadratowego,prostokątnego czy sześciokątnego kawałka ziemi ? Przecież to będzie taka sama ucieczka jak z miasta. Zostawiamy za sobą cały bałagan,skażoną chemią ,wyjałowioną ziemię i szukamy raju? A może jednak ewolucja? Krok po kroku ,metr po metrze przekształcajmy to co mamy w rajski ogród.
Jestem na swojej ziemi dość krótko ,bo dopiero 2 lata ale już z grubsza wiem gdzie mam dobrą ziemię a gdzie gorszą,wiem gdzie szybko wysycha i pewne rośliny marnieją a gdzie wilgoć trzyma się długo. Poznałem już strefy mocnego nasłonecznienia i strefy cienia.
Jeżeli mam stworzyć coś dobrego ,to muszę opierać się na swoich obserwacjach i doświadczeniach. Mój hektar taki troszkę większy ok.(1.4ha) będzie mnie i moją żonę karmił i grzał w zimie i jeszcze dzieci i wnuki skorzystają . A żeby to nie była relacja pasożytnicza ,to my zobowiązujemy się do roztoczenia troskliwej opieki nad naszym hektarem zgodnie z prawami natury
Awatar użytkownika
marekm
 
Posty: 163
Rejestracja: 10 Lis 2012, 23:04
Miejscowość: Podkarpacie
Rodowe Siedlisko/Wioska: Tworzę Rodowe Siedlisko

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez smile » 16 Kwi 2013, 21:50

Myślę, że szukanie ideału Anastazji jest stratą czasu i może przyniesć ... sporo gorzkich rozczarowań.
Warto się raczej nastawić na to coś, ten impuls, który mówi "tak, tu chcę być".
Ja szukałam takiego ideału i go nie znalazłam, więc w końcu się rozluźniłam i mam swój kawałek matki ziemi :)
I co? i mniej gorzkich rozczarowań, bo jakoś bardziej odpuściłam, że:
- ziemia jest mega zajechana.... uprawiana przez wiele lat, non stop, bez chwili przerwy - trzeba ją będzie długo odbudowywać
- za ogrodzeniem (którego jeszcze nie skończyłam) są pola uprawne, na których stosują chemię... jak to na polskiej wsi
- droga dojazdowa jest...... skomplikowanym tematem :)
- nie ma wody i nie ma studni
- część terenu jest sucha, część mega mokra, na części wieje, że uszy obrywa, a gdzie indziej zero ruchu powietrza
- nie ma drzew i trzeba je dopiero posadzić
- nie było oczka - trzeba było wykopać
- i tak dalej i tak dalej.....
Po prostu - przyjąć z pokorą i szacunkiem to, co do nas przychodzi i dać dużo miłości ziemi, zamiast od razu brać. Ziemia jest jak żywa istota - w każdej istocie można dostrzec piękno i każdej nalezy się szacunek i akceptacja.
Awatar użytkownika
smile
 
Posty: 200
Rejestracja: 16 Kwi 2013, 15:34
Miejscowość: małopolska

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez Marian » 16 Kwi 2013, 22:15

Bardzo fajnie to opisałaś lecz takie są realia,a nie inne.
Chyba że ma się nieograniczona ilość kasy to wówczas wygląda to całkiem inaczej.
Jednak ja też sadziłem drzewka i to nie mało,znam to-brak wody,drogi,którą musiałem sam robić, itd.
To mnie nie przeraża to związało mnie z tym kawałkiem ziemi jeszcze bardziej.
Jednym słowem nauczyłem się czegoś więcej,a to liczy się dla mnie więcej jak idealny kupiony kawałek ziemi.
Dzisiaj cieszą oczy pięknie rosnące drzewka wokoło i dmuchający wiaterek.
Marian
 
Posty: 768
Rejestracja: 13 Cze 2010, 20:27

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez smile » 16 Kwi 2013, 22:26

trochę Ci zazdroszczę tego, że już jesteś... po :)
Ja jestem ciągle w trakcie. Marzę o tym, żeby ten domek chociaż powstał, żeby mogła na wakacje tu przyjechać - w końcu do siebie...
Teraz jest... skomplikowanie (bo nie chcę pisać, że ciężko, żeby nie przywoływać doła energetycznego).

Jak sobie poradziłeś z brakiem wody?
U mnie jest - w tym oczku wykopanym, ale.... hmmm, żeby było słodko, to oczko jest na dole, a uprawa na samej górze... więc noszenie wiader z wodą to niezłe wyzwanie.
Mam nawet miejsce na studnię oznaczone, ale nie wiem jak sie za to zabrać.
Wykonapnie studni - drogi interes, bo jakieś 100 zł/metra, albo i więcej plus kręgi. Tak z 10 metrów w dół - to kilka tysięcy.
Studnia wiercona - to samo, a nawet drożej.
Już myślałam, żeby samej wywiercić, ale to strasznie ciężkie i nie wiem, czy udźwignę to sama.
Na razi - utknęłam z tym tematem.

A wiadomo - woda jest bardzo potrzebna.
Awatar użytkownika
smile
 
Posty: 200
Rejestracja: 16 Kwi 2013, 15:34
Miejscowość: małopolska

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez Marian » 16 Kwi 2013, 22:40

smile napisał(a):trochę Ci zazdroszczę tego, że już jesteś... po :)
Ja jestem ciągle w trakcie. Marzę o tym, żeby ten domek chociaż powstał, żeby mogła na wakacje tu przyjechać - w końcu do siebie...
Teraz jest... skomplikowanie (bo nie chcę pisać, że ciężko, żeby nie przywoływać doła energetycznego).

Jak sobie poradziłeś z brakiem wody?
U mnie jest - w tym oczku wykopanym, ale.... hmmm, żeby było słodko, to oczko jest na dole, a uprawa na samej górze... więc noszenie wiader z wodą to niezłe wyzwanie.
Mam nawet miejsce na studnię oznaczone, ale nie wiem jak sie za to zabrać.
Wykonapnie studni - drogi interes, bo jakieś 100 zł/metra, albo i więcej plus kręgi. Tak z 10 metrów w dół - to kilka tysięcy.
Studnia wiercona - to samo, a nawet drożej.
Już myślałam, żeby samej wywiercić, ale to strasznie ciężkie i nie wiem, czy udźwignę to sama.
Na razi - utknęłam z tym tematem.

A wiadomo - woda jest bardzo potrzebna.


Wodę przywoziłem i przywożę w butelkach z domu lub od sąsiadów.
Studni jeszcze nie mam,ale też jej nie będę kopał ani wiercił.
Zbyt duże koszty,a pragnę mieć staw więc będę brał wodę z stawu.
Oczywiście również potrzebne są do tego kręgi itd,ale koszty już o wiele niższe i zawsze pewna woda,przynajmniej u mnie.
Tak że będzie to połączenie przyjemności z pożytecznym.
Marian
 
Posty: 768
Rejestracja: 13 Cze 2010, 20:27

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez smile » 16 Kwi 2013, 22:46

słuchaj, z tym stawem to tak nie do końca.... Bo widzisz - tam woda jest narażona na więcej zanieczyszczeń, zarówno tych chemicznych, jak i biologicznych. Nie wiem jakie masz warunki, ale u mnie woda jest na najniższym punkcie terenu (pod gruntem) i przez to wszystko do stawu spływa, a wiadomo - obok standardowe rolnictwo....
Poza tym - woda w stawie jest mega... żyjąca. Dużo różnych robaczków itp - i powiem Ci, że do tej pory się tym nie przejmowałam, aż do czasu, kiedy się okazało, że można się nabawić niezłych pasożytów - np wątroby. I właśnie jednego takiego musiałam usuwać, właśnie dzięki mojemu stawowi.

Woda w studni jest o wiele bardziej klarowna, bardziej bezpieczna. I żeby było ciekawie - to jeszcze rok temu bym tak nie napisała, bo jestem zwolenniczką natury i pełnej wolności ;)
Ale ten pasożycik mnie mocno otrzeźwił.
Awatar użytkownika
smile
 
Posty: 200
Rejestracja: 16 Kwi 2013, 15:34
Miejscowość: małopolska

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez Marian » 17 Kwi 2013, 00:43

Z tym stawem,myślę że nie zrozumiałaś do końca co napisałem.
Nie będę czerpał bezpośrednio wody z stawu,tylko pośrednio.
Tzn. że bedzie zrobiona wnęka w odległości około 5 metrów,gdzie będą ułożone kręgi poniżej dna stawu(jeden lub dwa) i woda bedzie filtrowana przez piasek i drobny żwir,
a poziom wody w studni będzie taki jak stawu,na zasadzie naczyń połączonych.
Oczywiście studnia też bedzie miała odpowiednią ilość kręgów wraz z przykryciem,aby nie było możliwości zanieczyszczenia wody.
Później doprowadzenie do domu,jakiego rodzaju tego jeszcze nie wiem.
Marian
 
Posty: 768
Rejestracja: 13 Cze 2010, 20:27

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez Hipka » 17 Kwi 2013, 07:35

Myślę, że kształt działki nie ma aż takiego znaczenia. Ważne że jest i jest nasza. Żywopłot chętnie będzie rósł wężykiem :D Smile, nie musisz wszystkiego robić od razu. Ze studnią możesz poczekać, aż będziesz miała środki, do podlewania brać ze stawu. Niestety, nawozy i pestycydy przedostają się nawet do wód podziemnych, z tym, że polszy rolnicy stosują raczej niewielkie dawki, więc może nie będzie tak źle. Na wszelki wypadek przyda się nawet potrójny żywopłot od strony tych pól. Marian, a czy na pasozyty wystarczy filtr tylko z piasku? Nie jestem tego taka pewna.
Awatar użytkownika
Hipka
 
Posty: 845
Rejestracja: 09 Sty 2011, 17:00
Miejscowość: Polesie

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez smile » 17 Kwi 2013, 09:40

Bardzo ciekawe z tym patentem filtrowania wody obok stawu. Faktycznie - do pewnego stopnia jest to niezłe rozwiązanie.

Hipka - własnie tego tez się obawiam, pasożyty różnego rodzaju się tu mogą nie przefiltrować.
staw jest idealnym miejscem do rozwoju życia biologicznego - to takie miejsce-inkubator. I to jest wspaniałe :) Bo gdzieś to życie musi się rodzić. A zadaniem człowieka jest dostosować się do sytuacji i uszanować, że w stawie żyją różne larwy, robaczki, mikroby i dać im tam żyć.
Dlatego ludzie od zarania kopali studnie, bo ta woda jest innego typu, jest bardziej dla człowieka, a mniej dla istot mniejszego rozmiaru :)

Dobry patent z tym potrójnym żywopłotem - zastosuję!
czy możesz polecić jakieś krzaczki na to?

Tak na marginesie - główna częśc do ogrodzenia ma około 300 metrów...
I do podlewania ze stawu mam właśnie jakieś 200 metrów.. pod dużą górkę.... Horror.
Awatar użytkownika
smile
 
Posty: 200
Rejestracja: 16 Kwi 2013, 15:34
Miejscowość: małopolska

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez Hipka » 17 Kwi 2013, 10:27

Żywopłot najładniejszy jest mieszany, z różnych krzewów, które same rosną. Innych na miejsca suche, innych na podmokłe. Trochę iglastych, ale nie za dużo - ptaki lubią się w nich chować i drapiezniki im tam nie straszne. Godne polecenia są te krzewy, które dają jadalne owoce - jeśli nie dla nas, to dla ptaków: dereń jadalny, głóg, tarnina, kalina, berberys, dziki czarny bez, rokitnik i wiele innych.
Nie martw się tak podlewaniem, jakoś przyjdzie Ci rozwiązanie samo z siebie - pompa ręczna? łapanie deszczówki? Poza tym podlewać należy tylko wtedy, kiedy ziemia jest sucha i to nie tylko 2-3 milimetry, ale głębiej. A to się wcale tak często nie zdarza.
Awatar użytkownika
Hipka
 
Posty: 845
Rejestracja: 09 Sty 2011, 17:00
Miejscowość: Polesie

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez smile » 17 Kwi 2013, 11:06

No własnie w ostatnim roku susza zniszczyła mi całe plony...
Deszczówkę łapię drugi rok, mam zakopane kilka kastr w ziemi i tam się zbiera woda.

A ten zestaw krzaczków brzmi smacznie :)
Awatar użytkownika
smile
 
Posty: 200
Rejestracja: 16 Kwi 2013, 15:34
Miejscowość: małopolska

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez ewa » 19 Kwi 2013, 07:01

Witaj smile:)
Twoja historia mnie bardzo poruszyla i przywolala wspomnienia:) dziekuje ze sie nia podzielilas!
Napisze kilka slow jak to u nas wygladalo.
Gdy bylam dzieckiem rodzice kupili polhektarowa dzialke,z opisu bardzo przypominajaca twoja ziemie.Kawalek pola wsrod pol na ktorym z trudem roslo zyto,ziemia slabiutka,teren dopiero rozparcelowany na dzialki,odsloniety,zadnej roslinnosci.
Poczatki byly naprawde trudne,bylismy wtedy rodzinka niezmotoryzowana, wiec dojazdy tramwajami 25 km za miasto i pieszo dobre 2 km.
Ale na ta nasza ziemie bardzo nas ciagnelo i z ta dzialka sa zwiazane najwspanialsze chwile mojego dziecinstwa no i pierwsze ogrodnicze olsnienia:) itp.
Teraz dzialeczka psychologicznie spelnia z pewnoscia role rodowej posiadlosci,laczy cala rodzine,jest dla nas tym ukochanym miejscem na ziemi,w ktorym sie wszyscy spotykamy.
No wlasnie,piszesz ze odpuscilas w oczekiwaniach od ziemi.Gratuluje ze tak szybko.
Moi rodzice planowali wtedy ze dzialeczka bedzie przynosila jakies drobne dochody z plonow i mysle ze to bylo powodem duzych planow, sporego stresu,ogromu pracy w pocie czola i wielu rozczarowan,minelo wiele lat az sie rozluznili w tym podejsciu:"jak tu najlepiej ta ziemie wykorzystac".
No,po paru latach naszych pionierskich wysilkow sasiednie 3/4 hektara kupil spokojny starszy pan ktory nie mial sil ani czasu na uprawe ogrodu.
Posadzil na calej dzialce las mieszany...posadzil go w ciagu jednego weekendu,zorganizowal sadzonki,zaprosil gosci,bylo przy tym duzo smiechu i radosci i sadzili jak popadlo,nic pod linijke(sasiad okreslil tylko odleglosc sadzonek).Pogoda byla sprzyjajaca i prawie wszystko mu sie przyjelo.
Patrzylismy z podziwem jak za siatka na tej samej ziemi blyskawicznie rosnie las,blyskawicznie w porownaniu do naszych drzewek owocowych,wymagajacych arystokratek:).
Ten maly lasek juz w ciagu 4-5 lat uczynil prawdziwy cud,dzieki niemu powstal pewien mikroklimat,susza nie byla juz tak dokuczliwa,zielen akumulowala chlodniejsze powietrze,a jakiz aromat przywiewal wiatr od tamtej strony,nie mowiac juz o grzybach,malinach i poziomkach ktore zaczely przedostawac sie do nas przez siatke.
Las zyl i promieniowal dobra energia i z pewnoscia wspomagal wszystko wokol,ludzi i roslinnosc .
Zmiany ktore powodowal byly szybkie w porownaniu do postepow ktore my osiagalismy ciezka praca.
Mysle ze ten zywoplot mieszany(o ktorym pisze Anastazja i Hipka),szeroki,naturalny,nieprzycinany jest naprawde wazny i dobrze od niego rozpoczac,on nie tylko oslania ziemie ale budzi ja do zycia dzieki silnym, niewymagajacym krzewom i drzewom, przywraca jej wiare w urodzajnosc i wlasne mozliwosci,wspomaga wszystko dobra energia.
Poza tym to co napisalas:)
smile napisał(a):Po prostu - przyjąć z pokorą i szacunkiem to, co do nas przychodzi i dać dużo miłości ziemi, zamiast od razu brać. Ziemia jest jak żywa istota - w każdej istocie można dostrzec piękno i każdej nalezy się szacunek i akceptacja.

Podejscie jest bardzo wazne,mysle ze z twoim podejsciem wszystko bedzie sie ukladalo coraz lepiej i latwiej a jasne mysli znajda najlepsze rozwiazania,pozdrawiam serdecznie, zycze radosci tworzenia:)i tego zebyscie wraz ze swoja ziemia przyciagaly wszystko co najlepsze ;)
ewa
 
Posty: 249
Rejestracja: 26 Cze 2011, 16:47
Rodowe Siedlisko/Wioska: Szukam swojego miejsca

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez Hipka » 19 Kwi 2013, 09:01

Przepiękne są i głębokie te Wasze przemyślenia. Rzeczywiście - nie należy od razu wymagać nie wiadomo czego od ziemi, raczej kochać ją i pracować z nią, a nie przeciw niej. Warzywnik założyć tam, gdzie łatwo o wodę i jej poziom jest bliższy korzeniom. Na wysokich, suchych miejscach posadzić drzewa i krzewy (w tym jałowce, które oczyszczają powietrze ze szkodliwych mikrobów) oraz zioła takie jak: macierzanka, tymianek, szałwia, lawenda - wszystkie one dobrze znoszą suszę. W tym roku susza powinna być mniej dotkliwa, bo zapasy wód gruntowych uzupełnione zostały obfitymi opadami śniegu, ale nie czarujmy się - miejsca suche i piaszczyste takimi pozostaną. Więc zamiast z nimi walczyć, można wykorzystać je zgodnie z ich naturą. :mrgreen:
Awatar użytkownika
Hipka
 
Posty: 845
Rejestracja: 09 Sty 2011, 17:00
Miejscowość: Polesie

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez smile » 19 Kwi 2013, 16:04

Hello Ewa :)
No, Twoja historia jest też podszyta niezłą wytrwałością...
U mnie jest jeden smutny element, którego u Ciebie zabrakło: ziemię kupiłam z kimś mi bliskim, a potem się wszystko skończyło. Została tylko ziemia. I ja :)
Nie ma tu żadnej rodziny, która działa razem i wspiera się, która tu zakwita i doświadcza wspólnoty.
Choć nie ukrywam - dzięki temu odkryłam jeszcze bardziej moc wewnętrzną i siłę przyjaźni.

Cały pierwszy rok działania, CAŁY, naprawdę - poszedł praktycznie na marne. To były same błędy, jeden wielki ciąg błędów. A najlepsze jest to, że błędy popełniane były nie dlatego, że brakowało wiedzy, tylko dlatego, że zabrakło podwójnej siły miłości do ziemi - kochałam ją tylko ja.

eh, szkoda gadać. Powiedzenie, że "co nas nie zabije, to nas wzmocni" to 100% prawdy.

Ja też mam las za miedzą :) tak poniżej ziemi - samosiejki u sąsiada osiągnęły bujność lasku. Tak z pół hektara drzew co najmniej. Więc wiem, jaki to urok :D
Szkoda tylko, że ten lasek jest poniżej (teren spada), a powyżej mam pole uprawne, więc chemia idzie z góry. Ale dobrze, że w ogóle jest!

Co do miłości do ziemi - najwięcej błędów popełniłam, kiedy skupiałam się na zasadach. Oj tak, zasady to haczyk - intelekt się odpala, a nie o to do końca chodzi. Teraz już wiem, że ziemię trzeba POZNAĆ, poczuć, poobserwować. Dać sobie i jej czas, na odkrycie co służy temu miejscu, a co jest przeciw. Doświadczyć jej w deszczu i suszy, wietrze i flaucie, w hałasie traktorów za miedzą i uśmiechniętym sąsiadem, który wyciąga Cię traktorem z błota.
A potem dopiero odkryć gdzie co posadzić, gdzie drzewka, gdzie krzaczki, gdzie domek, gdzie zasłonić, a gdzie odsłonić.
I myślę, że te dwa ostatnie lata właśnie po to mi były dane.

Teraz już odpuściłam - przestałam cisnąć tak bardzo, nie chcę już takiej ciężkiej harówki, bo okazało się, że czym ciężej pracowąłam, tym efekty były marniejsze. Tu trzeba inaczej - bardziej lekko, rozluźnić się, odpalić intuicje i doświadczyć więcej spokoju i szczęścia, a nie tylko cięzkiej pracy. I dać jeszcze ziemi sporo odpoczynku po tych dziesiątkach lat eksploatacji.

Własciwie całą ziemię obsiałam różnymi roślinami - niemal cały hektar to koniczyna, mieszanka ziół, traw, ciut łubinów, słonecznika, rzepaku, gorczycy, gryki, facelii itp. Niech sobie rośnie i odbudowuje ziemię.

Pamiętam, jak kupowałam ją - pięknie porośnięta młodym zbożem - wyglądało cudnie :)
Ale nagle zorientowałam się, że nie ma tu ANI JEDNEGO robaczka. Ani jednej muchy, pszczoły, motyla, meszki, nic - PUSTYNIA!
CHEMIA.
Potem - delektowałam się każdą muchą, potem przyszły żaby, jaszczurki, motyle, sarny, lisy, dużo ptaków i ogrom pszczół.
Ta ziemia zaczęła żyć - i chyba z tego mogę być dumna :)
A wygląd.... na wygląd przyjdzie jeszcze czas. Zakwitnie, tak jak i ja zakwitnę, bo przecież nam się należy :)

Zasadziłam Hipka zioła, ale tylko szałwia się przebiła i to tak bardzo słabiutko. Reszta - nie :(
Zobaczę, co w tym roku się podzieje, bo przecież nasionka są w glebie - może jeszcze coś wyrośnie?
Awatar użytkownika
smile
 
Posty: 200
Rejestracja: 16 Kwi 2013, 15:34
Miejscowość: małopolska

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez ewa » 21 Kwi 2013, 17:04

Oj ,możesz byc naprawdę bardzo dumna z tego co osiagnęlaś :!: i najważniejsze że przyjaznie Cię nie zawiodły, bo to one są największym wsparciem!!
U nas rodzice pracowali,nie mieli więc wiele czasu.Dla nas dzieci działka była wspaniałością i polem do rozkwitu wrażliwości,mieliśmy tez najlepszą na świecie nauczycielkę- babcię:), znała się na wszystkim i bardzo kochała ziemię!!
Tak naprawdę to dzięki tej mądrej kobiecie ten projekt nam się wtedy udał.
pozdrawiam cieplutko Ciebie i Twoje miejsce :)
ewa
 
Posty: 249
Rejestracja: 26 Cze 2011, 16:47
Rodowe Siedlisko/Wioska: Szukam swojego miejsca

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez smile » 21 Kwi 2013, 17:47

oj, taka babcia, to bezcenny dar!
Awatar użytkownika
smile
 
Posty: 200
Rejestracja: 16 Kwi 2013, 15:34
Miejscowość: małopolska

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez Hipka » 21 Kwi 2013, 18:21

Wiem, że to nie to samo, ale teraz macie taka babcię internetową :mrgreen: czyli moi :mrgreen:
Awatar użytkownika
Hipka
 
Posty: 845
Rejestracja: 09 Sty 2011, 17:00
Miejscowość: Polesie

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez smile » 21 Kwi 2013, 23:11

Hipka - hahaha :)
Z wiedzą - zgoda, cenna ogromnie!
Ale do babci wiekowo to Ci spoooro brakuje raczej ;)
Awatar użytkownika
smile
 
Posty: 200
Rejestracja: 16 Kwi 2013, 15:34
Miejscowość: małopolska

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez marekm » 24 Kwi 2013, 00:07

smile napisał(a):No własnie w ostatnim roku susza zniszczyła mi całe plony...
Deszczówkę łapię drugi rok, mam zakopane kilka kastr w ziemi i tam się zbiera woda.

A ten zestaw krzaczków brzmi smacznie :)

Poczytaj o żywopłocie w którym podstawową rośliną byłaby "rosa multiflora" To co ten krzew potrafi zrobić z suchą ziemią i terenem w nim zamkniętym to naprawdę imponujące. Ja już postanowiłem że otaczam się tym właśnie krzewem od czasu do czasu przemieszanym z żelaznym wilkiem czyli "rosa rugosa" . Oczywiście powtykam w ten żywopłot masę innych użytecznych drzewek i krzewów .Przynajmniej z dwóch stron(chodzi o naświetlenie) mój żywopłot będzie 3 stopniowy .Pierścień wysoki czyli drzewa i wysokie krzewy,krzewy niskie jako drugi,krzewinki użyteczne jako trzeci. W tym trzecim najniższym np.pigwowiec,borówka amerykańska ,jagoda kamczacka i jeszcze sporo innych możliwości. W międzyczasie ziemia będzie karmiona słomą i sianem bo tego u nas pod dostatkiem. I jeszcze jest okazja zarobić u sąsiadów za skoszenie i usunięcie :) Myślę że wierzchnia warstwę wymieszam z pociętą na starej ręcznej sieczkarni słomą a całość przykryję warstwą siana i słomy na ile mi starczy. I tak już poszło w ziemię dziesiątki worków trocin i wiórów ale to wszystko mało.
Awatar użytkownika
marekm
 
Posty: 163
Rejestracja: 10 Lis 2012, 23:04
Miejscowość: Podkarpacie
Rodowe Siedlisko/Wioska: Tworzę Rodowe Siedlisko

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez smile » 24 Kwi 2013, 16:48

wiesz.. ja mam taką małą obsesję - WOLNOŚĆ. I robię wiele, aby ją sobie dobrze zaplanować.
Jedną z cech wolności jest samowystarczalność. A ponieważ wiatrak to temat na później, panele z puszek po piwie - temat na tę jesień jak Bozia da, to w pierwszej kolejności pomyślałam o opale.
I jednym z najlepszych moich pomysłów było własnie obsadzenie całego stoku różą energetyczną, czyli rosa multiflora.
Uprawa ma już 1,5 roku i jest spora, krzaki róż nie zostały przycięte (spóźniłam się, za dużo innej pracy było) i wyrosły nieźle. Właśnie w niedzielę zaczynamy przycinanie (taki eksperyment trochę).
I to prawda - rośnie nawet na niezbyt dobrym terenie. Posadziłam ją na stoku północno-wschodnim i nieźle sobie radzi. Poza tym - zatrzymuje erozję gleby (szczególnie na stoku), wymywanie próchnicy, wiąże glebę i nie wyjaławia jej tak, jak np wierzba energetyczna.
Pomyślałam też o zwierzątkach - owoce będą dla nich pokarmem (ptaki i inne), a może i ja zrobię coś z nich kiedyś.
No i kwitnie na biało - więc będę miała biały stok :) Pewnie w tym roku mi już zakwitnie elegancko.

Rosa posadzona jest też jako krzew przy granicy, za którą sąsiad uprawia ziemię stosując chemię i ma wyżej grunt - ona oczyszcza trochę, chroni.

No i - za rok będę mogła ją sobie sama rozmnażać i sadzić gdzie się da :)

Słoma.... tak, to niezwykła rzecz. Dzisiaj własnie siałam różne warzywka na moich pierwszych podniesionych drewnianych grządkach, które przykryłam słomą - tak się rozglądam dookoła po sąsiednich, spalonych słońcem polach, patrzę potem na moją pulchną i mokrą ziemię pod słomą i się zastanawiam - gdzie ci rolnicy mają głowy? Przecież leją tyle wody, żeby nawodnić pola i coś tam uprawiać, a słomę palą, orają, lub dają tym trzem pozostałym krowom we wsi - pod nogi.
Co jest grane?
Przecież wystarczy zrobić mniejsze pola i ściółkować, aby nie podlewać, nie pielić w kółko i odżywić glebę, zamiast chemii.
Awatar użytkownika
smile
 
Posty: 200
Rejestracja: 16 Kwi 2013, 15:34
Miejscowość: małopolska

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez marekm » 25 Kwi 2013, 00:29

smile
jesteś wciąż z przodu :) na ale jak ty zaczynałaś to ja jeszcze byłem dumnym mieszkańcem dzielnicy Kazimierz a podkarpacie to była taka kraina za siedmioma górami ,siedmioma rzekami gdzie mieszkał dobry król co miał wszędzie daleko :D . A co to za panele z puszek bo mnie zainteresowało ,może jakiś link...
Awatar użytkownika
marekm
 
Posty: 163
Rejestracja: 10 Lis 2012, 23:04
Miejscowość: Podkarpacie
Rodowe Siedlisko/Wioska: Tworzę Rodowe Siedlisko

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez smile » 25 Kwi 2013, 08:55

Awatar użytkownika
smile
 
Posty: 200
Rejestracja: 16 Kwi 2013, 15:34
Miejscowość: małopolska

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez marekm » 27 Kwi 2013, 00:07

No tak,mam podobnie. Jak coś posadzę rano to chciałbym aby wieczorem już było duże a za tydzień kwitło :D Mimo wszystko trochę żal mi moich roślinek z krakowskiej działeczki bo tu zaczynam prawie od zera ale z docelowo zupełnie z czymś innym
Image
Awatar użytkownika
marekm
 
Posty: 163
Rejestracja: 10 Lis 2012, 23:04
Miejscowość: Podkarpacie
Rodowe Siedlisko/Wioska: Tworzę Rodowe Siedlisko

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez marekm » 16 Maj 2013, 23:18

Człek utyrany solidnie,ale postępy powoli widać. Praca idzie dwukierunkowo. Warzywnik monokulturowy po staremu ,jednak powoli przekształcany w coś rodzaju matecznika czy szkółki. Nawet iglaki tam dorastają. Kupuje malutkie sadzonki za grosze a za rok idzie do gruntu już całkiem sensowna młodzież. A obok już trwa przywracanie ziemi jej prawdziwej siły. Ziemniaki na ten przykład wsadzone do ziemi ,która wcześniej została przemieszana ze sporą ilością trocin a następnie po posadzeniu przykryte słomą. Jeszcze jej niewiele ale to dopiero początek. Obok już tworzę następne skrawki przez przykrycie chwastowiska grubą warstwą skoszonej trawy i zaczynam na to sypać popiół drzewny. Na jesieni dojdą do tego w dużych ilościach liście i słoma. Myślę że w rok czasu uda się z tej trudnej gliniastej gleby zrobić na sporym kawałku urodzajną enklawę.
zapodam kilka fotek z dnia dzisiejszego. Będzie widok ogólny,i ,kilka fotek z warzywnika.Poziomka,rusztowanie z młodymi tykwami,rząd bobu i obok szkółka pigwowców na żywopłot i rzodkiewka w cieplarni co powoli musi robić miejsce pomidorom i egzotycznym papryczkom(Thai Dragon i jakaś inna jeszcze) a nawet fota jednej z 30młodych aronii . Tylko to podlewanie....w całej Polsce podobno był deszcz a u nas od 2 tygodni ani kropli!!!
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
marekm
 
Posty: 163
Rejestracja: 10 Lis 2012, 23:04
Miejscowość: Podkarpacie
Rodowe Siedlisko/Wioska: Tworzę Rodowe Siedlisko

Re: Już nie gospodarstwo a jeszcze nie posiadłość

Postprzez smile » 17 Maj 2013, 15:44

Super Ci idzie :)
I jaka ładna okolica.... taki spokój jakiś.

Ja też wrzucam fotki moich wzniesionych grządek.
Te roślinki to czarna fasola karłowa kupiona w kokopeli Shop we Francji - stara odmiana oczywiście :)
I powiem wam, że zero chorób łapie, bardzo odporna, dobry zbiór.
Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Awatar użytkownika
smile
 
Posty: 200
Rejestracja: 16 Kwi 2013, 15:34
Miejscowość: małopolska

Następna

Wróć do Budowanie rodowej posiadłości

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości